Apokalipsa z udziałem wampirów

Zakończenie trylogii „Przejścia”

Miasto luster” jest ostatnią częścią trylogii napisanej przez Justina Cronina. Poprzednie części doceniał i chwalił sam mistrz grozy, Stephen King, jako jedne z największych osiągnięć amerykańskiej literatury w temacie fantasy. To, że głównymi bohaterami są wampiry nie powinno czytelnika zwieść, że ma do czynienia z czytadłem jakich przez ostatnie lata namnożyło się wiele. To historia o postapokaliptycznym świecie, w którym groźny wirus zamienia ludzi w krwiopijców. Thriller sprytnie wymyka się tradycyjnemu kanonowi, a wartka, trzymająca w napięciu akcja nie pozwala oderwać się nawet na moment od fascynującej, skrojonej ze zmysłem fabuły..

Bestseller o zagrożeniu

Pozornie historia dotyka miejsca człowieka we współczesnym świecie i miłości, która powinna stanowić sens jego jestestwa. Paradoksalnie nie okazuje się najważniejszą potrzebą, a wręcz dystraktorem, który może pokrzyżować plany bohaterów. Ciężko też rozmyślać o uczuciach wyższych, subtelnych, kiedy ulice miasta spływają krwią, a w wartkim nurcie przeszkadzają jedynie piętrzące się na bruku trupy.

Trzecia część początkowo pozwala bohaterom na powolne myślenie o budowaniu przyszłości po stuleciu rządów ciemności, gdzie Dwunastu zostało pokonanych. W mieście nadal pozostaje Zero, Ojciec Dwunastu, który dawniej był człowiekiem, a dziś bestią, rozsierdzaną przez nienawiść. Przeciwstawić ma się mu Amy, która wraz z grupą przyjaciół powinna zwyciężyć, mając za sobą siły światła. Pojedynek wskaże jednak jej prawdziwe przeznaczenie i sens bytności w metropolii.

Czy to na pewno koniec?

Zakończenie serii nie pozostawia żadnych złudzeń – „Przejście” jest historią zamkniętą. Jej zwieńczenie, niewiarygodnie dobry punkt kulminacyjny pozostawia czytelnika z satysfakcją, że zdecydował się na tę lekturę. I chociaż z historii w niektórych momentach pobrzmiewają banały o sile wiary w człowieczeństwo i prawdziwej naturze przyjaźni, to nie są wplecione w wątki główne chaotycznie. Książka cały czas trzyma fason, nie gubi się w przeskokach czasowych i pozwala na pełne skupienie na treści. Apokaliptyczna wizja została w tym tomie podbita dodatkowo bystrze zanalizowaną historią i motywami działań Zero.

Trzecia część trylogii pozostawia czytelnika z morałem – zło nigdy nie śpi. Co ważniejsze, czai się w miejscach i sytuacjach, w których się go nie spodziewamy. Przede wszystkim uczula na to, że niebezpieczeństwo, które mija zawsze może wrócić. Ze zdwojoną siłą. Poza tym nie ma chyba nic groźniejszego niż ktoś, kto nie ma nic do stracenia i jest owładnięty żądzą zemsty. Wtedy bójmy się wszyscy.